Hundham. Stara, zadymiona izba w domu spotkań. Dziewczęta tańczą na środku sali do muzyki wygrywanej na gęślach, mężczyźni trochę pijani podpierają stoły, co by się tak nie chwiały od tupania dziewoi. W tle jakiś ochlajtus podśpiewuje do melodii, powtarzając ciągle te same strofy "Czy pokażesz mi, swe nagie ciało".

- tej, a widziałeś panicza Wulfa ostatnimi czasy?
- niet… jak pojechoł do niziołków, tak wrócił na chwili kilka, zebrał uk, zwołał tych łowczych co to z nimi biegał przez te lata i poszedł w los… Pewno go te dworskie życie męczy…. Dziwisz się Gundek?
- no w sumi… dobrze, że nam tu nieco ogarnął w mieścinie, bo jeszcze trochę i by musieli rozsprzedać rzeczy z dworku… a tak popatrz, posidzioł chwilę i od razu nas się wincej do roboty zrobiło…
- a te chopy co przyjechoły tyż porządne, wiedzo jak cepem mochoć tak jako i mieczem!
- A ten Lewin z Oskarem, co to koło kuźni wprowadzili? Jaki oni łeb majo mocny! No, ale od nich cosik słyszoł, że z niziołkomi się na skórę niedźwiedzia ugodoł, to może po to polozł?
- a cholyra go…
- dobry panowie… podacie antałek? Zmęczonym po polowaniu…

Przerwał dwóm chłopkom Wulf, który przed chwilą, niezauważony przez podpitych jegomościów, dosiadł się do stolika.

- co tam w cywilizowanym świecie słychać?
- a to panicz nie słyszoł? Syn Severina się znolozł!
- ale że jak to?
- nu… ten co to się z krasnoludami wychowoł… ni wim, ni znom, ni słyszoł… taki przyczłapowaty trochu ponoć… widzioł go kiedyś! A ileśmy wypili razem… bratem mnie zwie! Córkę mu wydać miołem… 

Wulf zmarkotniał, opróżnił antałek jednym chyłkiem, po czym wyszedł z karczmy, słowem się nie odzywając więcej, i zaszył się w swych komnatach wraz z ojcem. Radzili tam kilka godzin, po czym młody Hund rozesłał swych przyjaciół łowczych, z którymi ledwo z polowania wrócił, po wszelkich osadach w Sylvanii z listem, który odczytywali publicznie wszędzie, gdzie tylko mogli. W Hundham zaś, treść tejże wiadomości odczytał sam Wulf, po czym rozesłał list podobny do wszystkich rodów.  

List do mieszkańców Sylvanii[edytuj | edytuj kod]

„Mieszkańcy Sylvanii!
Rodzina Hund przez lata znana była z tego, iż nie wtrącała się w dworskie intrygi. Robiliśmy to, co robić musieliśmy, tako, jak i Wy to czynicie. Przede wszystkim zaś dbaliśmy o dobro naszych ziem i ludzi na nich mieszkających.
Jednakże ostatnie wydarzenia zaprowadziły niepokój w naszej krainie. Brak barona sprzyja nieokiełznanym żądzom możnych, przez co miecz dobywać muszą i od miecza ginąć wasi synowie, bracia, mężowie, w imię lojalności i szlacheckich intryg.
Teraz kolejny „człowiek” sięga po władzę, mieniąc się nieślubnym synem Severina von Walden, na co jeno jego słowo nam daje. Wychowany pośród krasnoludów i za jednego z nich się uważający bękart, który nigdy Waldenem nie był, rości sobie prawa do tronu i szlachetnej linii, która sprawiedliwie władała Sylvanią przez stulecia. Wkupić w Wasze łaski próbuje się poprzez zniesienie pańszczyzny, lecz czy takiego władcy chcecie? Samozwańca, któremu bliżej do krasnoludów niźli ludzi? Dziecko, do którego nawet domniemany ojciec się nie przyznawał?
Hundowie obwieszczają wszem i wobec, iż istotnie, prawowita linia Waldenów nie wymarła wraz z Beatrix, lecz żyje wraz z nami, nie samozwańczym "krasnoludem". A tym, którzy z historią nieobeznani, oświadczyć pragniem, iż pierwszym nazwiska Hund, jakiemu zaszczyt założenia rodu nadano przed wiekami, był Ewald von Walden, bratanek ówcześnie panującego barona z krwi Waldenów, nie zaś w ród wkupionego jak Severin, co sprawia, iż to w rodzie Hund płynie jedyna krew owego rodu.
Jeśli więc kto szuka ich potomków, niech nie patrzy na samozwańcze marionetki politycznych gier, lecz niech stanie u naszego boku, by zaprowadzić utęskniony przez wszystkich ład w Sylvanii i zażegnać bratobójczym bojom. Tym, którzy podważyć naszą historię pragną, również niechaj przybywają, a pokażem dowody naszego dziedzictwa.
Tankred von Hund”
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA, o ile nie zaznaczono inaczej.