Wszyscy myśleli, że w Leichebergu wreszcie spokój. Pani Aurelia von Hullau miała zbawienny wpływ na mieszkańców wioski, mówią, że to ona przegoniła upiora, który od kilku miesięcy nawiedzał to miejsce.  Ponoć podczas swojej wizyty w domostwie Trautzenów zadziałała flisacką magią i każdemu o niespokojnym śnie nakazała popijać napary ze specjalnie przygotowanych ziół.

Mimo to w ostatnich dniach doszło do incydentów, jakie miały się już nie pojawiać. Jeden z przejezdnych miał przekazać informację, jakoby podczas wydarzeń „Wielkiego Sądu” pan Caldvyn von Tier rozpowiadał, iż jest zaręczony z panną Esther von Trautzen. Ta, usłyszawszy wieści, miała wpaść w taki szał, że wieśniacy pochowali się w popłochu. Krzycząc, że nikt nie ma prawa wymyślać takich kłamstw, nieomal skróciła informatora o głowę. Skończyło się tylko na połamanym krześle i szramie na twarzy panny Inez von Fenstermacher, próbującej swą przyjaciółkę uspokoić.

Straty zostały opłacone, do przejezdnego wystosowano pismo z przeprosinami, lecz w domostwie Trautzenów znów nocami zaczęły rozlegać się wrzaski. Czyżby upiór nie zniknął, a tylko czekał na moment, by powrócić?

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA, o ile nie zaznaczono inaczej.